niedziela, 10 września 2017

Nie ma tramwaju, za którym nikt nie biegnie

Piękno nie rekompensuje popieprzenia powinnaś już to wiedzieć. Jednych gardło drapie po słowach, z niewypowiedzianych zdań, gdy drudzy kaszlą przez rzucane uzależnienia. Kaprysy duszy, księżyc w pełni i autobus o 4 nad ranem.

Wiesz, 1 + 1 to wciąż nie jest 2, gdy jedna herbata stygnie, a druga jest dopijana po drugiej stronie miasta. Albo gdy mi coachingujesz o pewności siebie, gdy ja robię notatki w książce o filozofii. Bliżej mi do wiary w moc kart tarota, niż do wmawiania sobie, co świt, że jestem młodym bogiem. 

Raz mi mówisz, że jestem zbyt dziecinna, by później próbować namówić mnie na bycie nie aż tak poważną. Bo młodość podobno ucieka, a ja wolę zostać, w piątkowy wieczór, w domu i odespać te wszystkie godziny, których bez żalu nigdy wspominać nie będziemy. Chciałabym wyzbyć się nadziei, którą wyśmiewali Stoicy, bo przecież dobrze wiem, że nic z tego nie będzie, a jednak wciąż mi głupia nadzieja mamrocze o zmianie.



Wakacje minęły jak kichnięcie po zapachu pieprzu. W taniej pościeli i z plamami po wylanej kawie. Trochę jak, wciąż niezałatany, ubytek w dwójce i zerwane paski w sandałach. Porozrywane przez nudę i sklejane lichymi całusami. Serce biło szybciej z przewrażliwienia na ten niedobry świat. A czasami z zakochania... do tego miasta.

Proszę Pana, jeżeli zmienię miejsce zamieszkania, to tylko przez emigrację, bo swoje miasto w Polsce, to na dobre i na złe, już mam.