poniedziałek, 9 października 2017

16 lat | 26 lat

16 lat. Jesteś rozerwana pomiędzy chęcią socjalizacji i bycia normalną  a swoim własnym światem.
26 lat. Godzisz życie i swoją głowę. Bo raz jest czas na śnienie, a raz na zwykłe życie. I leci.


16 lat. Tak bardzo starasz się wyglądać inaczej niż reszta społeczeństwa. Tak bardzo siebie nie akceptujesz.
26 lat. Jest ok. Brak proporcji w ciele kwitujesz wzruszeniem ramion. Bo może fajniej byłoby inaczej, no ale kości biodrowych nie spiłujesz i szkoda czasu na zamartwianie się nimi. Jak i kulfoniastym nosem, brzydkim kształtem szczęki czy czymś tam jeszcze.



instagram


Kiedy miałam 16 lat bardzo starałam się być jakaś. Bolało mnie bardzo, gdy ludzie mnie nie zauważali, gdy mnie nie zapamiętywali. Bolało mnie być niefajną, nie-cool-dziewczyną. Więc się starałam, być jakaś, taka do zapamiętania. Kiedy to co najciekawsze miałam w głowie, ukrywałam swoje myśli w pamiętnikach i z nikim się nimi nie dzieliłam. Głownie ze wstydu, by nikt się nie naśmiewał. Bo skoro mogli z pryszcza na nosie, to jak bardzo naśmiewaliby się z wykreowanych w mojej głowie światów? 

Chciałam podkreślić w swoim wyglądzie wszystko co może jest ok, bo przecież super nie było nic. Za dużo makijażu, za dużo przestylizowanych włosów. Za dużo kreacji na niesiebie. Za mało mnie było we mnie. Smutno mi się robi, gdy patrzę na tamtą dziewczynę, bo za dużo czasu zmarnowała na budowanie murów obronnych. 

Wrażliwość potrafi być nam samym wrogiem, zwłaszcza gdy próbujemy grać samymi królami i asami. Maski można nosić przez wiele lat, ale po czasie i tak wyjdą te wszystkie lata, gdy żyć chciało się najmniej. 

Ile życie dziś byłoby znośniejsze, gdybym te 10 lat temu wyłożyła kartę śmierci i powiedziała bliskim, że to ona właśnie chodzi mi po głowie?