środa, 25 października 2017

Słońce i Księżyc

Brasov, Rumunia | 2014


Ktoś mi kiedyś opowiadał bajkę. Starą legendę. Jej głównym bohaterem była tęsknota, którą odczuwało Słońce i Księżyc do siebie. Spersonifikowane, jak w teatrze lalek, przywiązane były do siebie sznurkami. Był też Czas - działający jak kołowrotek. A sznury łączące Słońce i Księżyc były zapętlone dookoła Czasu. I biegli, ciągle pragnąć się spotkać. Biegli, by ulżyć tęsknocie. A kołowrotek się kręcił... kręcił się jak czas. 

Czasami, z tej tęsknoty, jedno biegło tak szybko, że zrywało swoje sznury. Mogli się wtedy spotkać, choć na kilka sekund. Jednak Czas, zawsze szybko reperował zerwane więzy i wymuszał na nich powrót do swoich pozycji. I znów pozostawała im tylko tęsknota. I nadzieja na kolejne zaćmienie. 
_________________________________________

Przejechałam dziś tramwajem całą południową Pragę. Czułam się nędznie po rozmowie rekrutacyjnej. Deszcz padał na ulice, jak ma w zwyczaju robić to od kilku ciemnych dni. Zimno wlazło mi za nielubiany płaszcz i nie chciało uciec. 

Ktoś próbował ukryć łzy, ktoś inny nie krył się ze swoim zażenowaniem. Ze złożonych parasolek, na podłogę pojazdu, spadały resztki deszczu. Stopy ślizgały się w zza wysokich butach, tak samo jak myśli, które nie umiały znaleźć puenty. 

Bywają godziny, jak lato, w środku zimy. Gdy goręcej w ramionach i żyć chce się przyjemniej. Ale potem znów przychodzi nocne niebo, na którym nie ma ani jednej gwiazdy. 
_________________________________________

Po napisaniu listu włożył szlafrok i kamasze, wziął koszyk, otworzył drzwi i zatrzasnął je za sobą, zostawiając zamkniętych sto starych lat. Pokrzepiony powziętym ochoczo postanowieniem oraz swoim nowym imieniem ruszył prosto na północ, w stronę szczęśliwej doliny. Nad zatoką nikt nie wiedział, że odszedł. Czerwonożółte liście tańczyły mu nad głową, a z dalekich wzgórz nadciągała kolejna jesienna ulewa, by zmyć resztki tego, czego nie chciał pamiętać. 

Dolina Muminków w listopadzie, Tove Jansson