poniedziałek, 13 listopada 2017

Warszawo, I'm so confused



+++++++++++++++++++++++++++++++++
24/10/2016
Warszawa

Metro, kierunek Śródmieście. Słuchawki na uszach, muzyka dość cicha, tak by było słychać wyczytywane nazwy przystanków. Jedną ręką próbuję rozplątać kable poplątane z kosmykiem włosów. Tego dnia uciekła mi rano kolejka, spóźniłam się na nieprzyjemne spotkanie i 3 razy się zgubiłam. Raz w betonowej dżungli zwanej Ursynowem, drugi raz w podziemiach w Centrum, a trzeci? Trzy razy się zgubiłam, ale nie pamiętam nawet gdzie był ten trzeci raz. Tylko na Żoliborzu się nie zgubiłam. I to z niego właśnie wracam na Śródmieście. Piękny czy pieprzony Żoliborz?

W zasięgu mojego wzroku siedzi starszy Pan z białą różą w ręku. Widać – deszcz jej nie oszczędził. Podglądam go. Uśmiecha się ukradkiem wraz z każdym pojedynczym spojrzeniem na kwiat w ręku. I ja uśmiecham się za każdym razem, gdy go na tym przyłapuję. [Bowie w słuchawkach: My love wherever you are / Whatever you are, don’t lose faith / I know it’s gonna happen someday to you / Please wait] Od kogo ta róża, czemu biała, czemu sprawia mu tyle uśmiechu, dlaczego została mu podarowana? W mojej głowie produkują się pytania, chcę do niego podejść i powiedzieć mu że go podglądam, że dzięki niemu się teraz uśmiecham. Z myśli wybudza mnie sygnał zamykanych, w wagonie, drzwi. Starszy Pan zniknął.

Najważniejszym punktem Low, do dziś, pozostaje utwór zatytułowany Warszawa. Kompozycja wyrasta z dwóch inspiracji: Brian Eno zafascynował się prostym dziecięcym graniem trzech nut A, B, C na pianinie, zaś Bowie dodał do utworu wokalizy, do których zainspirowały go płyty z muzyką ludową, które kupił podczas krótkiego pobytu w Warszawie, w 1973 r.. Najprawdopodobniej utworem, który go zainspirował było Helokanie grupy Śląsk, w opracowaniu Stanisława Hadyny. Bowie o pisaniu Warszawy mówił: próbowałem wyrazić w tym utworze uczucia, jakie towarzyszą ludziom, gdy pragną wolności, czują jej zapach, leżąc w trawie, ale nie mogą po nią sięgnąć. Partie wokalne wykonał w nieistniejącym języku, po to by podkreślić, jak duże znaczenie ma samo brzmienie słów – to z jakimi emocjami się je śpiewa i jak dzięki temu są odbierane, pomimo różnic językowych.

Przed ósmą rano, wjeżdżam do zamglonego miasta, od strony Dworca Wschodniego. Deszcz, wiatr i szaruga, która zmiażdżyła październik swoim listopadem. Czy Warszawa, w maju 1973 roku, również była listopadem, w którym nawet nikomu nie chciało się zmartwychwstać?

W 1973 r. Bowie wracał ze swojej trasy koncertowej po Japonii. Ze strachu przed lataniem, popłynął statkiem do Rosji, gdzie następnie udał się pociągiem, kolei transsyberyjskiej, do Moskwy. Po dniu spędzonym na zwiedzaniu miasta i oglądaniu pochodu pierwszomajowego wsiadł w pociąg relacji Moskwa – Paryż. Pociąg ten, kursujący wówczas codziennie, zatrzymywał się, na przerwę techniczną, na stacji Warszawa Gdańska. Nie wiele wiadomo na temat wizyty Bowiego, przypuszcza się, że był w Warszawie 3 maja. Jeżeli pociąg, którym podróżował nie miał żadnym opóźnień, Bowie na spacer po mieście miał lekko ponad 40 minut. Najprawdopodobniej pojechał na plac Komuny Paryskiej (dziś Plac Wilsona), gdzie w księgarni zakupił kilka płyt.

Po raz pierwszy pojechałam na Plac Wilsona kilka lat temu. Chciałam zobaczyć ulice, po których mógł spacerować Bowie. Chciałam znaleźć i ukraść choć troszkę jego magii, która może jakimś cudem, gdzieś schowała się i tam na mnie czekała. Był 2009 rok i zamiast być w szkole spacerowałam po ulicach innego miasta. Tego samego dnia byłam na koncercie Placebo.

Jest już po ósmej rano, a ja czekam na tramwaj. Patrzę na Pałac Kultury nieuginający się pod naporem mżawki. Żaden ze szklanych wieżowców nie kradnie mojego wzroku. Brutalizm architektury jest bardziej pociągający. Tramwaj nr 15, kierunek Marymont-Potok. Widzę go. Jest Bowie i jest mural mu poświęcony. Piękny. Time takes a cigarette, puts it in your mouth / You pull on your finger, then another finger, then your cigarette / The wall-to-wall is calling, it lingers, then you forget… Później rozwożę swoje CV po mieście.

+++++++++++++++++++++++++++++++++

Czy to niezabawne? Po maturze nie mogłam się zdecydować, które miasto wybrać – Kraków czy Warszawa? Więc przeprowadziłam się do Poznania. Po dwóch latach do Krakowa. Trzy lata później rozwożę swoje CV po Warszawie i tłumaczę: tak, studia w Krakowie. Tak, wykształcenie średnie, studia skończone po Kwaśniewsku, czyli bez obrony, czyli średnie. A więc, Warszawa. Nie czuję ekscytacji pierwszych dni w moich przeszłych miastach. Nie zakochuję się w tramwajach, nie zakochuję się na mieście. Nie liczę na nic. Czy to Warszawa, czy już ten wiek? Tylko 5 lat życia a życie całkowicie odmienione.

+++++++++++++++++++++++++++++++++

Mural Bowiego. Stoję i patrzę. Głęboki wdech. Nie drapie mnie w gardle od smogu, oczy nie pieką od zanieczyszczeń. Jest zimno, jest deszczowo, i jest jak w tej piosence. Szarość nigdy nie miała piękniejszych kolorów.

Wczoraj było mi bardzo źle. Czuję się niezaradna i nieporadna. Czuję że trzymam tyły w wyścigu na przyszłość z katalogu Ikei i kawy ze Starbucksa. Nie wiem, do której biblioteki się zapisać, w moim nowym mieście. Nie wiem…

+++++++++++++++++++++++++++++++++

13/11/2017
Warszawa

(...) siedzę sama, w pokoju na Łagiewnikach, w Krakowie. Smog dziś nawet nie jest taki duży. Nie wyszłam nawet z mieszkania przez cały dzień. Skończyłam właśnie pić zieloną herbatę z czerwonego uszczerbionego kubka, a obok laptopa na biurku (w innym kubku, z braku wazonu) stoi piękny bukiet wrzosu. Kupiłam dziś bilet do Multikina na koncert Placebo Unplugged. Nie umyłam naczyń i wypiłam jedną kawę. Ten list jest jedyną rzeczą, którą udało mi się dziś ukończyć.

18 listopada 2015 roku, za pośrednictwem portalu FutureMe, napisałam do siebie list. Datę dostarczenia ustawiłam na 1 listopada dwa lata później. Pamiętam dokładnie dlaczego wybrałam ten dzień. Nie chciałam by mój list z przeszłości zaskoczył mnie podczas codziennych obowiązków, gdy będę w pracy na przykład. Więc wybrałam ustawowo wolny dzień. List otrzymałam gdy wracałam z corocznego obchodu po cmentarzach. 

Trochę dziwnie jest tak pisać w pustkę. Wysyłam tego maila do samej siebie w przyszłości, do siebie już, mam nadzieję innej. Oby lepszej. Bardziej samodzielnej i odważnej. Takiej, która nawet gdy się boi to stawia te cholerne kroki do przodu.

Zabawne, następnego dnia był mój pierwszy dzień w nowej pracy. Stresu aż po uszy miałam w sobie. Postawiłam, w przeciągu dwóch lat, dużo tych cholernych kroków. Przeprowadziłam się, w końcu zaczęłam pracować na pełen etat i podjęłam kilka kroków, na które nie miałabym kompletnie siły pisząc tamten list. Co więcej, większość tych kroków okazała się porażką, a ja próbowałam dalej. Dostałam pracę w hotelu na Islandii, po wysłaniu ponad 100 maili aplikacyjnych. Dostałam jedną pozytywną odpowiedź... a tydzień później okazało się, że jednak nie. Zatrudnili kogoś po znajomości, kogoś z rodziny jednej już z tam pracujących osób, z Polski oczywiście. 

Zaraz potem, po raz ostatni, postanowiłam aplikować na EVS. Padło na wolontariat w Armenii. Długo po terminie dostałam zaproszenie na rozmowę przez Skype'a. Byłam pewna że poszło mi fatalnie... nie mogłam znaleźć języka po angielsku. Wybrali mnie i jak już mówiłam, rozmowę miałam po terminie, decyzję dostałam jeszcze bardziej po terminie a rozpoczęcie wolontariatu terminu nie zmieniło. Kurs przygotowawczy, paszport, ogarnięcie umów tutaj na miejscu - okres wypowiedzenia umowy o pracę, mieszkania itd. Do tego moje ubezpieczenie zdrowotne było marne i zrezygnowałam. Wiem że ktoś wskoczył na moje miejsce. Mam nadzieję że korzysta z tego czasu we Erewaniu.

Wróćmy dwa akapity wyżej... Zabawne, następnego dnia był mój pierwszy dzień w nowej pracy...hell, yeah już nie mam tej pracy. Moja osobowość była nie taka jak trzeba i po 4 dniach się ze mną pożegnali. I znów wróciłam do wysyłania CV-ek. 

+++++++++++++++++++++++++++++++++

So confused, so confused... Wiele rzeczy, o których tam pisałam, nie zostało zrealizowanych. Nie podróżowałam i przede wszystkim nie obroniłam się. Ale tak wiele się zmieniło. Jestem zadowolona z obrotu spraw, z tego gdzie teraz jestem. Nawet jeżeli siedzę obecnie na bezrobociu i znów czuję się nieporadna i niezaradna.

Znów jest zimno, deszczowa i tak jak w tej piosence. Deja vu.