czwartek, 30 listopada 2017

Worst Case Scenario

30/11/2017


po pierwsze. napisać o ludowej historii.
po drugie. odpisać na list Anastazji. 
po trzecie. przeczytać napoczęte książki do końca roku. 
po czwarte. sprzedać nadprogramowe książki
po piąte. mhh co dalej? 
po szóste. oddać buty do szewca 
po siódme. nie słuchać tylu smutnych piosenek
po ósme. nie panikować 
po dziewiąte. zrobić porządek w szafie
po dziesiąte. szukać nowego pokoju do wynajęcia


Od lipca włosy urosły mi tak, że daję radę złapać je w mini kucyk. Znów noszę zimowe buty i kożuch. My, ludzie, którzy nawet latem śpimy w skarpetkach, mamy to do siebie, że gdy przychodzą prawdziwe chłody, nie marzniemy aż tak. Bo cóż, jak się już zamarzło parę razy w życiu, to kolejny raz nie boli. 

Odgrzewam starą płytę. Worst Case Scenario. Molko kiedyś polecił, jeden z jego ulubionych zespołów. Zjadłam dziś porządniejszą obiadokolacje (jajko sadzone, brokuły i pomidor), obejrzałam najnowszego Mr Robota. Może pofarbuję odrosty, pomaluję paznokcie i dokończę Dzienniki Kamasutry. No, znośny ten byt. A jeszcze Ignacy Karpowicz wydał nową książkę. Miłość się zwie. Ręce już mi się palą by ją mieć, a jednocześnie już żal, bo pierwszy raz przeczytać mogę ją tylko raz. 

Odstawiłam karty tarota na czas nieokreślony. Może na wieczny. Karty na przyszłość psują mi smak codzienności. A po cóż to komuś? To już załatwi niewystarczająca ilość kubków kawy i mokre skarpety po przemakalnych butach. 

Późno już. Idę spać.