bajaderka z gumisiem

Lekarstwem na niezjedzone ciasta i zakalce, wyjęte z piekarnika, jest tworzenie bajaderek. Słodkości z resztek, ze skrawków, ze wszystkiego co zbędne. A tyle radości potrafią sprawić. Bajaderka z gumisiem - komuś kiedyś zrobiła cały dzień, podobno najlepszy dzień w jego życiu.


Zapisałam to sformułowanie w notatniku, by przydało się do ożywienia zdania, albo podsunęło mi pomysł na prezent, gdybyśmy byli jednak razem. Został mi z niego tytuł i klucz do tekstu, który siedzi w głowie od kilku dni. Choć ostatnio każdą wolną chwilę spędzam na czytaniu, a moje własne zdania nie kleją mi się w akapity, nawet słowa nie zawsze chcą być w zdaniach.

Więc czytam i gotuję posiłki dla siebie. W ciągu niespełna dwóch tygodni zdążyłam zrobić zaległe badania krwi, kupić nowe ciuchy i obuwie na wiosnę, której nie widać nawet z 8 piętra mojego bloku. Zapłaciłam czynsz i pozostałe rachunki. Zmieniłam kolor włosów na blond aby jaśniej zrobiło się w głowie. Spałam regularnie i nawet nie miałam aż tak wielu absurdalnych snów. Wzięłam też dzień wolny na życzenie.



Nie minęło wcale tak dużo czasu, a mimo to czuję się tak, jakbym przekraczała wieki. Musiałam odzwyczaić się od godzin, które jeszcze dwa tygodnie temu posiadały znaczenie. Od wiadomości na dzień dobry i dobranoc, które umilały czas. Od tej przyjemności zasygnalizowanej wibracją telefonu. By nie wspomnieć o całej reszcie, tej najlepszej. Palce bardzo szybko przyzwyczajają się do dobrego.

Nie czuję tragizmu piosenek, które zostały napisane z okazji takiej jak ta. Jest mi smutno, ale bez niedoli. Żyję ciągle w swojej zimowej skórze, wypełniając czas tym co lubię. Wcześniej napisałam listę rzeczy do zrobienia, na wypadek, gdybym zacięła się w sobie. Wypełniam ją, choć zaglądać do niej nie muszę, nawet zmuszać się specjalnie nie muszę.

Nie było między nami słów na M i nie mam żalu za ich brak. Nie było wielu wspólnych miesięcy, ale te kilka wystarczyły mi poczuć się lepiej samej ze sobą. Trochę jakby wojna w głowie ucichła, jakby strach i pragnienie lub instynkt i rozsądek, przystąpiły do porozumienia, by podpisać traktaty pokojowe. Białe flagi. Chociażby dlatego niczego nie żałuję, a wiem dobrze, że gdybyśmy usilnie bawili się w związek, nie doszłabym do konsensusu.

Może to już ta dorosłość, może większa klarowność w pomysłach na życie. Trochę czuję ulgę, że nie wszystko w moim życiu musi kończyć się tragicznie i można rozstać się w przyjaźni, gdy każdy pragnie odmiennych światów. Bez strachu, że to już ten wiek. Może faktycznie przeżywam renesans nastoletnich dni i dopiero dziś jestem bliżej prawdy w odpowiedzi na pytanie, czego chcę od życia.

Krew we mnie płynie i wciąż mam zimne ręce. Nie chcę byś myślała, że coś jest z tobą nie tak. Silniej mi w głowie i na sercu. Choć ciągle smutno i szkoda, że to już nadszedł ten konkretny koniec.