mam 27 lat




Skończyłam wczoraj 27 lat. Moja mama postarała się i urodziła mnie specjalnie 25 lutego, bym obchodziła urodziny tego samego dnia co George Harrison z The Beatles. Serio, serio. To nic, że 27 lat temu, w powszechnym obiegu, znana była błędna data urodzin tegoż beatlesa. To nic, że moja mama nigdy żuczków nie słuchała. To nic. Ważne, że w przypadkowych faktach o swoim życiu mogę powiedzieć to zdanie obchodzę urodziny tego samego dnia co mój ulubiony Beatles

Pierwszy raz w moim życiu jestem w stanie jasno zdeklarować czego chcę od najbliższych miesięcy i przygotowuję się klarownie do realizacji tych pragnień. Krok po kroku. Wciąż nie odnalazłam sensu swojego istnienia, ani celu w życiu. Ale wiem co chcę osiągnąć w tym roku. A to już jakiś postęp... chyba?

Po pierwsze. Emigracja. 

To co nie udało mi się rok temu, chcę zrealizować w tym. Wyjazd. Istnieje tak na prawdę milion powód dla których chcę to zrobić, od spróbowania smaku życia w innym języku, po powody materialne. Chcę spróbować i myślę o tym od lat. Ale nigdy nie miałam, na ten krok, lepszego czasu.

Po drugie. Blog. 

Chcę rozwijać to miejsce i przede wszystkim prowadzić je regularnie. Obiecuję sama sobie pisać minimum jeden post na tydzień. Mam też plan na nowy szablon i kilka serii wpisów (m.in. wywiady). Rezygnuję również z prowadzenia strony na Facebooku (która jest w opłakanym stanie, ponieważ nie pamiętam o jej prowadzeniu), a zamiast tego skupię się na Instagramie i Twitterze. I newsletterze!

Po trzecie. Angielski. 

W tym roku chcę wskoczyć, na wyższy poziom, z moim angielskim. Najpierw robię powtórkę gramatyki z Grama to nie drama, gdyż mój angielski zawsze był wielką improwizacją a nie składem gramatycznym. Mam kilka książek do przeczytania w tym języku i mam nadzieję, że będę posługiwać się nim na co dzień (patrz: po pierwsze).

Po czwarte. Książki. 

Mam napisaną pracę licencjacką, której nigdy nie obronię. W skrócie jest o Davidzie Bowiem, sacrum, profanum oraz o współczesnej mitologii. Mam zamiar ją przeredagować, tak by pozbyć się ujotowskiej pisaniny i opublikować. Chcę zrobić z niej jakiś pożytek. Wiem też, że kilka osób byłoby chętnych na jej przeczytanie. Więc po co trzymać ją tylko w formacie doc. na komputerze? 

Istnieje też zalążek powieści, którą zaczęłam pisać chyba 4 lata temu. Szaruga ma kilka stron i miliony stron z notatkami i pomysłami na dalsze rozdziały. Wątpię żeby udało mi się ją skończyć przed następnymi urodzinami, ale postanawiam sobie, że będę nad nią pracować. Czego nie robiłam ani przez minutę od ponad roku.

Po piąte. Mniej. 

Od miesięcy powoli odgruzowuję się z nadmiaru rzeczy, ale wciąż mam ich za dużo. Teraz, gdy bardzo na serio planuję wyprowadzkę z kraju, rzeczy pozbyć się muszę. Książki powoli znikają, ciuchy znacznie wolniej. Brr, sprzątanie szafy to jedna z najgorszych tortur.

Po szóste. Ciało i duch. 

Większa regularność w badaniach, więcej aktywności fizycznej. Więcej dbania o siebie. O swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Co mi po dobrych genach, dzięki którym wyglądam na mniej niż mam lat, skoro moja sprawność fizyczna szlocha i kwili, gdy muszę wjechać pod górkę na rowerze? 

Po siódme. Wakacje. 

Na ostatnich wakacjach byłam w Rumunii w 2014 roku. Przejechałam wtedy ten kraj wszerz i było to wspaniałe przeżycie. Później albo miałam zdecydowanie za mało pieniędzy na wakacje albo czasu. Bardzo tego potrzebuję. Muszę w końcu pojechać na Bałkany. Kraje byłej Jugosławii są jednym z moich największych zainteresowań (swoją drogą, swój nieobroniony licencjat początkowo miałam pisać o historii Jugosławii na podstawie ich kina).

Po ósme. Kolaże. 

Więcej wycinania i sklejania. I osobne konto na IG poświęcone mojej pracy twórczej. Jeszcze dziś zabieram się do wycinania materiałów z gazet i katalogów. 

Po dziewiąte. Prawo jazdy. 

Przeraża mnie wizja mnie za kółkiem. Mnie włączonej do ruchu drogowego. Mnie w maszynie, która może kogoś niechcący rozjechać. Ale również zaczęłam odczuwać wygodę, jaka może płynąć z posiadania prawa jazdy. Potrzebne są na to pieniądze, dość spore, ponieważ z góry zakładam kilka podejść poprawkowych i receptę z lekami na uspokojenie.

Po dziesiąte. Tatuaż.

Tatuaż marzy mi się mniej więcej od 15 lat, kiedy to, jako nastolatka, wciągnęłam się w oglądanie programów typu LAink i poznałam Kat Von D. Mam w swoim otoczeniu ludzi, którzy noszą tatuaże, nawet takich, którzy je robią. Trochę się boję, trochę nie umiem zdecydować na wzór i przekładam to w czasie. Wiem jedno, jeżeli obudzę się w dniu 28 urodzin bez tatuażu na żebrach, to nigdy już go sobie nie zrobię.