Moi byli współlokatorzy

Matylda miała chłopięcą budowę ciała, a na nosie okulary w grubych oprawkach. Zazdrościłam jej też szczupłości, gdy nie dopinały mi się koszule na wysokości biustu, a sweter rozciągał na ponad stu centymetrach w biodrach.
Matylda mówiła z poznańską gwarą, choć w mieście bywała tylko podczas szkolnych wycieczek, do teatru i opery. Ale o co chodzi w tej załapała jeszcze przed maturą. Matylda nigdy nie gotowała, z domu przywoziła, co do gryza, odliczone jedzenie na cały akademicki tydzień. Nawet ilość plasterków serka odpowiadała ilości kromek chleba. A do dziś i tak najbardziej zastanawia mnie, czemu szynkę kładła przy końcu kromki i smarowała ją owocową marmoladą. Ale tylko na szynkę. Część jej kanapki zawsze pozostawała suchą kromką chleba, jakby miała przypominać jej o surowości życia. 
______________________________________

Była też Patrycja, której historie z dzieciństwa w ogóle nie zazębiały się ze sobą, w czasoprzestrzeni. Patrycja chciała zostać piosenkarką, problem był taki, że jej nocne próby dźwięku ciągle brzmiały bardziej, jak płacz kota niż człowieczy śpiew. A właśnie, Patrycja miała koty, które bardzo kochała i jak każda patologiczna matka ich płacz traktowała jako robienie jej na złość i trudny charakter. Więc biegała z kotami po behawiorystach, by dowiedzieć się jak się z nimi dogadać. Nigdy nie chodziła z nimi do weterynarza. Z jakiegoś powodu chowała przede mną też klucz do śmietnika. Niby miło, może nie chciała mnie zmuszać do tej śmierdzącej roboty, szkoda tylko że sama też jej nigdy nie wykonywała.

magdeleine.co

Wojtek zaś był mundurowym, w wieku już zdecydowanie nie studenckim, i pielęgnował piękne kwiaty. Ręka mi drżała gdy prosił mnie o ich podlewanie w okresie wakacyjnym, gdy na mieszkaniu byłam sama. Na szczęście żadnego nie zabiłam, widać w obóz koncentracyjny bawią się ze mną tylko te kwiaty, które zakupię za własne złotówki. 
______________________________________
Była też Julia, która przyjeżdżała na mieszkanie w niedzielę wieczorem, a w środę rano już płakała za domem. Jadała dużo mrożonych pyz z sosem do pieczeni, który smażyła na mące. Kiedyś przez pomyłkę kupiła pyzy z nadzieniem budyniowym, a że sos umiała robić tylko ten jeden, to w takim połączeniu je zjadła. W końcu nie mogła zjeść ich bez sosu. 
______________________________________
Dariusz miał wiele kiczowatych koszul i nosił kurtkę na motor, choć jeździł tramwajami. Jego poranny prysznic trwał 2h i w każdy piątek wracał z inną dziewczyną na mieszkanie. Dzięki niemu do dziś wiem, jak zza ściany brzmi za krótki seks. Wiem, że w późniejszych latach został coachem, choć po pleśni, jaką wyhodował na chlebie spodziewałam się raczej że pójdzie na biochemie. 
______________________________________
Tomek, którego imienia nie znałam przez 4 pierwsze miesiące mieszkania razem, ambitnie studiował prawo i mył za mnie czasami naczynia. Szyja mnie zawsze bolała, od mówienia do niego, gdyż próbowałam złapać kontakt wzrokowy a jego linia wzroku była zdecydowanie za wysoko względem mojej. Z reguły się uczył, a jak czasami imprezował, to potem spał na dywaniku w łazience. I nie chodziło w tym wcale o bliskość toalety i spłuczki, a po prostu biedny nie dawał rady dojść pod prysznic, a nie uznawał spania w łóżku, w pościeli, bez wcześniejszej kąpieli. 
______________________________________

To tylko ułamek historii, bo w życiu odhaczyłam już prawie 20 współlokatorów.  A przecież byli też tacy, z którymi zamieszkałabym ponownie. Nawet gdyby wiązało się to z przeprowadzką do Sosnowca albo na Kamczatkę.