Co łączy ludzi z łagodną trąbą powietrzną?

Mam taką jedną myśl na temat mojej dorosłości. Porównanie właściwie. Kiedy już wszyscy poszli do domu, to ja, dalej półprzytomna kołyszę się pod sceną. Gra bliżej nieznany mi zespół i jest 4 nad ranem czasu lokalnego. To nie jest ciekawe życie, to życie za poranną mgłą i przymulone zmęczeniem. W tym stylu prędko nie dojdę do domu. Ale koncert się jeszcze nie skończył, więc nie wiem... mam tak wyjść w nieokreślonej połowie? Kiedy w ogóle skończy się aktualnie odgrywana piosenka?!

Wpadłam w schemat. Pracuję w regularnych godzinach, wstaję sama z siebie w okolicach 7 rano. Przed snem lubię poleżeć w ciemnościach i słuchać muzyki. Kładę na oczy torebki po wypitych herbatach, a w słuchawkach leci mi Ride Lany Del Rey i klasyki Bowiego. Bo czyż to nie jest przyjemnie najpierw posłuchać o wojnie we własnej głowie, a potem usłyszeć, że nie jest się samemu? Oh no love, you're not alone! 

instagram.com/kruchesprawy

Wtedy też powstają, w mojej głowie, najlepsze teksty. Zapamiętam... rano zapiszę, tak jasne. Jakby co, to teraz się tłumaczę dlaczego rzadko piszę. I jeszcze muszę w końcu zapamiętać, że rzadko piszę się przez rz a nie ż, bo popełniam ten błąd częściej, niż wmawiam sobie kłamstwa o tym że coś zrobię. Dzięki Ci Panie za autokorektę, bo ratuje mi tyłek przed ortograficznymi bykami. Phi i ona zdała maturę, phi

Więc się bujam w złej narracji. Tu romans, tu piwo z koleżanką, tu weekend z serialem i youtubami. Czasami sobie pokrzyczę, gdy mi ktoś bucuje pod nosem. Czasami coś wytnę i posklejam i podpiszę z hasztagiem. Ułożę tarota i poszukam w nim rady na pytanie gdzie powinnam emigrować. Przypomnę sobie by zadbać o ciało i nawilżyć skórę szorstką jak serce po zwichnięciu.

Jeszcze kilka dni temu ulice pachniały bzem ale ustąpiły miejsca aromatom płynącym ze straganów z truskawkami. Za tydzień kończy się maj. Dostaję po twarzy za siedzenie już 6 miesiąc w pracy, która miała być tylko na trzy miesiące. Tymczasowość mi się przedłuża, oj niedobrze. Skwierczę i roztapiam się jak masło zostawione na nasłonecznionym parapecie.

PS. Zabierz mnie z tego miasta, bo zwichruję się od nadmiaru hałasów. Zabierz tam gdzie jest cicho, albo ciszej chociaż. I nie mów zbędnych fraz. Jest tysiąc małych powodów i jeden duży - ja już tutaj żyć nie chcę. Ale nie na zawsze. Potrzebuję przerwy, skoku w bok. Smaku innych ulic albo szos. Chce wyjechać póki jeszcze mi zależy, by móc tu wrócić trochę opaloną i odświeżoną.