czy mój angielski jest wystarczająco dobry?

Oh, po co mi to wszystko? Tyle stresu? Oto moje myśli przed zaśnięciem. Zawsze się stresuję nowym, ja w ogóle stresuję się bardzo dużo i to od dziecka. Obecnie na tapecie mam język angielski i moje umiejętności posługiwaniem się nim. I po raz kolejny okazuje się, że muzyka, seriale i filmy to oczywiście bardzo zacni nauczyciele... ale prędzej poetycko wyznam komuś miłość, albo opowiem w stu słowach o bólu samotności, niż błysnę na rozmowie o pracę. 

Ale między innym dlatego zdecydowałam się wyjechać na Maltę. 

Za taktykę przetrwania obrałam sobie mantrę poradziłaś sobie już nie raz, więc i tym razem dasz sobie radę. W II klasie musiałam zdawać geografię na 2. Gdy stałam przy mapie byłam tak zestresowana, że ledwo widziałam na oczy. Nie było to dla mnie trudny przedmiot, ale nagromadzenie nieodpowiednich zachowań i sytuacji było tak duże, że groziła mi jedynka (jak i 80% klasy). Bałam się tak, że miałam już przygotowaną przemowę dla rodziny, z prośbą o ułaskawienie i nie wyrzucanie z domu.



Radziłam sobie wielokrotnie podczas zawierania umów lokatorskich, ponieważ rodzice mi nigdy w tym nie pomagali. Jak i w walce o odzyskanie pieniędzy z kaucji zwrotnej. UJot mniej więcej co semestr wyrzucał mnie ze studiów, ze względu na błąd systemu. Byłam w życiu na kilkudziesięciu rozmowach o pracę i kilka z tych prac nawet dostałam. Z jednej zostałam wyrzucona po 4 dniach za bycie za nudną, ale szybko potem znalazłam nową, którą rzuciłam w zeszłym miesiącu. W tej ostatniej nawet sama bywałam rekruterem.

Z reguły w życiu mam tak, że jak hajs się zgadza - to ekipa do wymiany. I na odwrót. Moim pierwszym legalnym zatrudnieniem była praca w drukarni w Krakowie, gdzie byłam rozliczana z każdej wizyty w toalecie. Najlepiej było tam w ogóle nie chodzić. Nic się nie zgadzało, choć z jedną koleżanką czasami zamieniliśmy kilka słów. Ale zaliczam tendencję zwyżkową, w najgorszym wypadku nie robię progresu. Ale do poziomu z tamtej drukarni już nigdy nie wróciłam.

A teraz mam na głowie Maltę i poszukiwanie pracy w gastronomii - czego wcześniej udało mi się unikać. Więc nie mam doświadczenia na stanowisku, do którego startuję. Mam angielski taki se, ale dogadam się lekko i muszę jakoś wysupłać z siebie pozytywy by dostać coś, za co będę mogła żyć, opłacić pokój i najlepiej coś jeszcze odłożyć.

Głęboki wdech i wydech.

Trzęsę się jak wróble na mrozie, ale skoro poradziłam sobie już nie raz, to chyba i tym razem dam radę?